Jarosław - bardzo prosto. Jeśli co roku starczało tyle sprzętu co zamawiający przewidywał i przyszła zima kiedy tego sprzętu zabrakło to zakładając rzetelność i staranność zamawiającego mogło to być uzasadnione.
Synoptycy (czyt. eksperci) często nie potrafią przewidzieć wielkości opadów na kilka dni przed nimi, a zamawiający ma wiedzieć we wrześniu jakie będzie natężenie opadów w styczniu?
Wielu widzi za oknem, a inni w wiadomościach, że opady w wielu miejscach były wyjątkowe. Listopad, grudzień - zero śniegu, teraz jest go masa. Usunięcie śniegu ma zając stosunkowo mało czasu, gdyby dało się to odśnieżanie rozłożyć w czasie to z pewnością zamawiający skorzystałby z mocy zamówionych pierwotną umową.
Nonsensem jest też oczekiwać, że zamawiający przed każdą zimą będzie kontraktował sprzęt jakby miała być to zima stulecia.